Kasia: często podczas różnych biegowych imprez stawałam na „specjalnej” wadze na boso i po chwili super inteligentne urządzenie „wypluwało” wszystkie niezbędne informacje o mnie: % tkanki tłuszczowej, % mięśni, nawodnienie, wiek metaboliczny itd. – taki przegląd inaczej :) Niestety przez to, że do badania podchodziłam spontanicznie, wyniki nigdy nie były dokładne. Dlatego zdecydowałam się skorzystać z takiej usługi w #HighLevelDiet u Dietetyk sportowej Jagoda Podkowska – badanie przeprowadzone na specjalistycznej aparaturze w pozycji leżącej z wykorzystaniem elektrod powierzchniowych. Na 3 godziny przed badaniem nie wolno spożywać żadnych pokarmów ani napojów, w dniu badania nie wolno pić kawy i nie wolno wykonywać badania do 6 godzin po treningu. Po spełnieniu wszystkich powyższych wymogów zjawiłam się na badaniu i co się okazało: BCM (Body Cell Mass – masa komórkowa ciała) 56,5% (norma 55%-60%), woda zewnętrzna 43,3% (norma 40-45%), woda wewnętrzna 56,6% norma (55-60%), % tkanki tłuszczowej 19,6% - i tutaj norma dla szczupłych kobiet 18-25%, dla biegaczek 16-20%, MM (Muscle Mass) 55,3%, BCMI = 9 (norma 8,5 – 9).

 

Ogólnie wszystkie parametry w normie, natomiast badanie jest podstawą do przygotowania zmian w diecie w okresie przedstartowym i startowym w celu optymalizacji możliwości wysiłkowych, zmagazynowaniu energii i przygotowanie organizmu do konkretnego startu – i na tym najbardziej mi zależy.

 

Potencjał, jaki Jagoda widzi u mnie to zmniejszenie % tkanki tłuszczowej (jak na biegaczkę jest on duży, w górnej granicy – być może to wina niedoczynności tarczycy i tendencji do odkładania się tkanki tłuszczowej), zmniejszenie wody zewnętrznej do 40% a zwiększenie wewnętrznej do 60% oraz zwiększenie BCM (komórkowa masa ciała – masa mięśni i organów wewnętrznych) – im wyższy % tym organizm szybciej regeneruje się po wysiłku. Masa mięśniowa bardzo duża – predysponowałaby mnie raczej do biegów sprinterskich niż długodystansowych, ale widocznie już taki mój urok i takie geny a dzięki temu współczynnik BCMI w górnej granicy – czyli bardzo dobrze.

 

Czy warto przeprowadzać takie badania? Myślę, że warto zmierzać w dobrym kierunku i korzystać z pomocy profesjonalistów a Jagoda ma pod swoimi skrzydłami najlepszych biegaczy (Bartek Olszewski, Patrycja Bereznowska). Dzięki samym zmianom w diecie można poprawić wyniki sportowe a dodatkowo szybciej regenerować się po wysiłku i zwiększyć jednostki treningowe – a dzięki temu uzyskać kolejny progres :) Jestem bardzo ciekawa efektów nowej diety. Mój najważniejszy maraton #AmsterdamMarathon już za 11 dni – to jeszcze zbyt wcześnie, aby zauważyć zmiany, natomiast myślę, że długofalowo przełoży się to na znaczną poprawę wyników :) Za kilka tygodni powtarzam badanie i zobaczymy jakie będą wyniki i co przyniesie nowy sezon #IsostarPolska

 

Dzięki naszemu zespołowi, Kasi, Maćkowi i Marcinowi, poznaliśmy styl życia większości amatorów biegania. Powody dlaczego uprawiają sport. Dylematy z jakimi się stykają. Problemy jakie muszą sami rozwiązać. Znając te zagadnienia, zorganizowaliśmy spotkania z ekspertami.

 

Już pierwsze konsultacje przyniosły ciekawe spostrzeżenia.

 

WNIOSKI Z PROJEKTU:

 

  1. Planujemy i prowadzimy indywidualny dzienniczek.
  2. Robimy indywidualne badania.
  3. Układamy indywidualną dietę.
  4. Indywidualną dietę uzupełniamy suplementami.
  5. Odpowiednio dobieramy indywidualny sprzęt.
  6. Układamy indywidulany plan biegowy
  7. Uczestniczymy dodatkowo w zajęciach ogólnorozwojowych.
  8. Słuchamy własnego organizmu - Regeneracja - klucz do sukcesu.

 

Jeszcze jeden nasuwa się wniosek, bardzo ważny. To nasze zdrowie i nasze cele, dlatego właściwy wybór ekspertów to podstawa. Wyniki Kasi i Maćka, którzy w 100% wykorzystali naszych ekspertów są najlepszym przykładem. 

 

Dlaczego wato słuchać swojego organizmu?

 

Każdy, ale to każdy i wcale nie od wczoraj mówi (mi), że regeneracja i wypoczynek jest mega istotny. I znów... jak robić sobie przerwy, skoro to pokutuje myśleniem, że za chwile forma spadnie, zacznę się robić gruby ;) or sth. Na fali sukcesów, które dają wyraz właśnie w postaci dobrej formy, dobrych wyników, dobrze "zrobionego" ciała, myślenie jest jedno: wcale nie chcesz przerywać, bo efekty przestaną być widoczne. Dalej po co myśleć o regeneracji, skoro czujesz, że możesz więcej. I to też jest moim zdaniem metoda... SŁUCHAĆ WŁASNEGO CIAŁA.



Enyłej... dochodzi jednak do takiego momentu, i tak było/jest w moim przypadku, w którym przychodzi czas na tzw. REST/restDAY! :) Kiedy rozpoczynałem ćwiczenie CrossFitu za wszelką cenę nie chciałem rezygnować z biegania, ale a) wiedziałem, że będzie ciężko to wszystko pogodzić, zapiąć w całość, b) zastanawiałem się jak robić to z głową - CrossFit mnie wciągał i zaczynałem trenować 5x w tygodniu, a bieganie przecież dawało mi wciąż mnóstwo radości. Plan był jeden: pn-pt: CF, sb-nd: bieganie. Ale zaraz, zaraz... wychodzi na to, że każdego dnia jakaś aktywność i nie oszukujmy się, nie taka lekka. Gdzie wspomniany wcześniej odpoczynek?



Pamiętam takie dwie sytuacje: w grudniu 2014 r. wziąłem udział w wewnętrznych zawodach CF, w CrossFit Dock - to była sobota. Potem niedziela 10 km biegowo i oczywiście w poniedziałek rano na trening. Jakoś chwile po treningu rozmawiałem z koleżanką. Na jej pytanie "Co robisz?", odpowiedziałem krótko: - właśnie zbieram się do pracy po treningu. Ona równie krótko: - po treningu? przecież miałeś zawody w sobotę. myślałam, że do świąt już nie będziecie trenować. WARIATKA! Pomyślałem. No bo jak miałbym nie trenować.



Druga taka sytuacja, kiedy już w 2015 r., PZU Półmaraton Warszawski wypadł w okresie trwania CrossFit Games Open. Tradycją treningów w Docku jest to, że każdy globalny trening, że się tak wyrażę, w ramach "gejmsów" prezentowany jest w czwartek w jednym tygodniu, a my w poniedziałek, w kolejnym, robimy go w Docku właśnie. Przebiegłem połówkę, w niezłym czasie - to w ogóle był raczej koszmarny bieg :) i w poniedziałek rano, kiedy wpadłem na trening, Miki rzekł: - Bugi, przecież ty biegłeś wczoraj, a kiedy odpoczynek? Generalnie nie tylko on się zdziwił.



Na rozgrzwce stwierdziłem, sam przed sobą, że coś w tym jest, że może być ciężko. Że czuję się marnie, że powininenem odpocząć. Potem jeszcze Berger ledwo zmieścił się w czasie. Pomyślałem niecenzuralnie, że to będzie dramat. Nie mniej jednak zrobiłem meeega dobry wynik, na RX i na pełnej... petardzie. Wszystko w tajmkapie i naprawdę dobrze. Były wiosła, thrustery i chyba podciągania.



I z jednej strony do dziś myślę sobie, bardzo fajnie dałem radę i to było ok., ale teraz już w większości ważnych treningów, czy startów, po prostu tak nie robię. Zupełnie inaczej planuje ostatnie wybiegania, inaczej wytężoną pracę i zdecydowanie inaczej porę na wypoczynek. Oczywiście wciąż twierdzę, czego jestem również zwolennikiem, że zawsze należy słuchać właśnego ciała, siebie. Czasem, jeżeli się nie sprężymy, jeżeli nie nagniemy go do granic naszej wytrzymałości, a czasem nawet ją przekroczymy, nie poznamy do końca, na ile każdego nas stać.



Tak czy tak, w ostatnim tygodniu przed startem (mam na myśli połówki i maraton), biegania jest niewiele. Max 2-3 razy. Z czego ostatni raz tuż przed starem i max jakieś 3-5 km w bardzo wolnym tempie. W pozostałym czasie pełen chill. Z moją dziewczyną celebrujemy odbieranie pakietów startowych, co też, choć z pozoru mało widoczne, jest ogromnym wyluzowaniem się - takim psychicznym, a wiadomo, że dystanse typu maraton to duża rozgrywka w głowie. Rygorem jest tylko dieta - białka i węglowodany, bo przecież trzeba się naładować.



Kiedyś biegałem do ostatniego dnia. Dziś raczej na spokój i luźną, pozbawioną stresu atmosferę w każdej strefie mojego życia. Bo o ile problemy i trudne sprawy "załatwiam" sobie w głowie w trakcie biegu, to jednak na takich długich dystanstach mam potrzebę, by nic mnie nie niepokoiło przed startem, bo wówczas chcę myśleć tylko o biegu.

 

Przestańmy się obawiać

 

Suplementacja podczas tak aktywnego stylu życia jak moje okazała się niezbędna. Ale, jest poważne zastrzeżenie, suplementacja to tylko dodatek do prawidłowej diety. Wszelkie wartości odżywcze powinniśmy czerpać z bilansowanego, indywidualnie dobranego pożywienia. Suplementy należy traktować jak skondensowane, zbilansowane i bardzo dobrze przyswajalne paliwo przed, w trakcie i po wysiłku. Oczywiście można suplementami wspierać organizm w ciągu dnia, ale nie może zastąpić podstawowych posiłków. Narodziło się wiele obaw, co do używania tego typu odżywek, słyszałam, że to „koks”, coś niebezpiecznego, niepotrzebnego, niezdrowego, chemia. Miałam podobne obawy, ale po próbach i dokładnym zapoznaniu się z zastosowaniem, doszłam do wniosku, że suplementy zawierają witaminy, makro i mikroelementy, minerały, aminokwasy, białka i są idealnym uzupełnieniem „wypoconych” podczas wysiłku składników mineralnych a także przyczyniają się do lepszego wykorzystania naszego organizmu podczas treningu. Można zastępować suplementy tzw. odżywkami własnej domowej roboty, co jest dość popularne, ale jest bardzo trudno dobrać odpowiednie składniki i skomponować z innymi w dobrych proporcjach. Lepiej zostawić to fachowcom i skorzystać z już gotowych i dostępnych na rynku suplementów dla aktywnych.

 

 

 

 

 


Spróbujmy i sami oceńmy ich działanie

 

Na co dzień staram się odżywiać zdrowo, w sposób zbilansowany i rozsądny. Nie stosuję drakońskich diet, ale unikam rzeczy, które źle wpływają na moją wagę i samopoczucie. Moja żona pilnuje naszej rodzinnej diety i dzięki temu miałem bardzo dobre wyniki badań jakie zrobiłem przed konsultacjami z dietetykiem. Po wniesieniu kilku modyfikacji do diety pod wpływem uwag Jacka oraz po rozpoczęciu intensywniejszych treningów zalecanych mi przez Pawła moja waga, która od pewnego czasu była jak zamurowana w końcu zaczęła spadać, co jest dla mnie ważne nie tylko ze względu na osiągane wyniki, ale także dla własnego pozytywnego odbioru samego siebie. Dotychczas uważałem że suplementy nie są dla mnie aż tak ważne, zważywszy że biegam dla przyjemności i nie jest moim celem poprawiać wyniki na zawodach za wszelką cenę. Jednak po otrzymaniu produktów Isostar mogłem sam sprawdzić jak one działają. Od tego czasu bidon z napojem izotonicznym, żel, bądź batonik zawsze znajdują się w mojej torbie treningowej. Ze względu na pogodę dużą część treningów w lutym i marcu odbywałem na bieżni mechanicznej. Napój izotoniczny Isostara bardzo efektywnie uzupełniał poziom wypacanej wody i minerałów, a żel lub baton w odpowiednim momencie pomagał znieść trudy kolejnych kilometrów. Podobnie jest podczas treningów funkcjonalnych w Ultimate Krav Maga Warsaw. Teraz, gdy w pogodzie do głosu dochodzą upały, odżywki Isostara służą mi podczas treningów biegowych, ale także bardzo chętnie zabieram je ze sobą na rower, którego jestem wielkim miłośnikiem jako dodatkowej, a nawet wcześniejszej od biegania porcji ruchu. Doszedłem do wniosku, że warto ich używać aby dostarczyć odpowiedniej energii, gdy tylko potrzebuję skondensowanych i szybko przyswajalnych wartości odżywczych. Stosuję je kiedy nie chcę obciążać układu pokarmowego, tuż przed, w trakcie i po wysiłku biegowym, bądź rowerowym. Dodatkowo zdradzę, że czekoladowo-orzechowy baton Isostara działa jako rewelacyjny motywator w stosunku do moich dzieci, gdy po pewnym czasie zaczyna im brakować sił na rowerach. Sumienny trening w połączeniu z właściwą dietą i odpowiednią suplementacją przyniosły w moim przypadku poprawę życiówek na 5 i 10 kilometrów oraz na dystansie półmaratonu w pierwszy weekend kwietnia w Warszawie. Polecam, to działa.

 

Czy Cross-Fit pomaga biegaczowi?

 

CrossFit trenuję aktywnie od września 2014 r. Początkowo założyłem, z uwagi na próby zespołu, że będę trenował 3x w tygodniu. Po każdej "cross-bandowej" próbie wolałem się wyspać. Po miesiącu okazało się, że 3x to zdecydowanie za mało i skoro twój organizm w weekendy nie dostaje odpowiedniej dawki "zniszczenia" to chcesz to sobie zrekompensować w tygodniu. Oczywiście weekendy pozostawały biegowe, ale szybko wdrożyłem i dostosowałem mój grafik do porannych (5x w tygodniu) treninigów. 6:30 pobudka - jedna drzemka w telefonie - 7:10 wyjazd do CrossFit Dock i 7:30 start. Godzinna, solidna dawka mocy, na pełnej... petardzie! Do tego mega fajni ludzie. Na koniec każdego tygodnia, w niedzielę, na swoim profilu na YouTube, Raczek z Rysiem wrzucali krótkie filmiki z tego, co nas czeka w następnym tygodniu. Po 1. z jajem :) dużo śmiechu przy tym było, po 2. wiadomo było również z wyprzedzeniem na co trzeba być gotowym i jak to robić - oczywiście na zajęciach wszystkiego uczyliśmy się od podstaw. Treningi są różne; wczoraj np. w AMRAPie 20 minut było co zrobienia 10 power cleanów na 60kg (unbroken - czyli jak puścisz w 9 ruchu, zaczynasz od początku) i potem 450 m biegu. Udało mi się na tzw. RX zrobić 5 rund pełnych, 10 zarzutów i 1 bieg z szóstej rundy. Przed wczoraj był jeden bardzo dobry skill do wyuczenia: ring muscleup. Tego jeszcze nie umiem, ale chyba jest blisko. Tak mówią :) Teraz, kiedy jest ciepło  treningi przeplatane są z biegami - wszystko bardzo to lubią w CrossFit Dock. Ja na pewno. Programy przeplatają się z wyrabianiem kondycji i wytrzymałości przy ciągłej pracy. Budują skille, których nigdy nie spodziewałem się osiągnąć.

Dawno stwierdziłem, że jest bardzo duża różnica między pójściem na siłownię a godzinnym treningiem CF. Jaka? Godzina treningu, tona wylanego potu, zrealizowanie programu od A do Z (wynik to sprawa drugorzędna). Dojście do granic możliwości. Przekroczenie ich. Krew, pot, kurz! Mega radość, kumple, mega rozwój twojego ciała, twoich umiejętności. Każdego dnia realizuje się inny element rozwoju. Wszystko to po jakimś czasie staje się całością, jednością. To TY! Twoje ciało, umysł, wola walki, rywalizacji, ale też poczucia ogromnej wspólnoty z ludźmi z boxa, z CrossFitu.

Ja nawet podnosząc coś ciężkiego w domu, zabieram się do tego jak do sztangi ze 100 kg obciążeniem, podczas martwego ciągu! Przypadek? Nie sądzę.

Dla mnie osobiście bieganie ma więcej elementów dobrej zabawy, pracy nad własną kondycją i pokonywaniem samego siebie, niż rywalizacji sportowej. Traktuję je jako hobby i dobrą zabawę. Moje dotychczasowe treningi biegowe, realizowane w oparciu o gotowe plany na maraton, czy półmaraton, ograniczały się właściwie do samego biegania. Pomimo, że czasami w gotowym planie był „element ogólnorozwojowy”, to nie znajdywałem w sobie wystarczająco dużo woli i czasu na trening funkcjonalny. Dopiero kontakt z Sewerynem Danielakiem, trenerem UKMW, uświadomił mi konieczność rozwinięcia treningu na pozostałe partie mięśniowe. Poza tym trening w ramach Combat Fitness w UKMW jest bardzo ciekawym urozmaiceniem typowego treningu biegowego. O ile zwykłe chodzenie na siłownie zawsze mnie zniechęcało ze względu na swoją monotonię, to ćwiczenia treningu funkcjonalnego są na tyle urozmaicone, że nigdy nie wiem co będzie na kolejnym treningu. Niestety ograniczenia czasowe pozwalają mi uczestniczyć zaledwie w jednym treningu tygodniowo, chociaż chętnie chodziłbym na zajęcia 2 lub 3 razy w tygodniu. Co jeszcze bardziej mnie motywuje do udziału w tych treningach, to ich efektywność. Już zaledwie po dwóch miesiącach treningu funkcjonalnego zauważyłem zmiany w swojej sylwetce. Stałem się bardziej „zwarty”, rozciągnięty i treningi te pomimo tego, że są bardzo wyczerpujące, to dają niezłego kopa energetycznego. Ogólne przygotowanie pomaga również w unikaniu kontuzji, gdyż wzmacnia mięśnie wspomagające, przez co organizm rozwija się równomiernie. Polecam każdemu łączenie różnych form ruchu pod okiem profesjonalistów. Zajęcia ogólnorozwojowe przynoszą efekty nie tylko biegaczom. Zabawa z bieganiem może się kiedyś skończyć i kompleksowe przygotowanienaszego organizmupomoże nam łatwiej rozpocząć przygodę z inną aktywnością.

 

Dodatkowe ćwiczenia ogólnorozwojowe wplecione w specjalistyczny trening biegowy (tygodniowo 5 jednostek treningu biegowego + 2 jednostki treningu uzupełniającego) znacznie poprawiły moją motorykę. Trening Ultimate Combat Fitness prowadzony w UKMW to przemyślany, inteligentnie ułożony program kondycyjno-wzmacniający, który podnosi siłę i wydolność organizmu. Treningi są starannie skomponowane, z uwzględnieniem metod proponowanych przez naukowców i specjalistów od kondycji organizmu, wykorzystują całą gamę technik wzmacniania i poprawiania wydolności, doskonalą funkcjonalność ruchu, dają wiele energii i dobrego samopoczucia. Każde zajęcia Ultimate Combat Fitness to zaplanowana jednostka treningowa ukierunkowana na rozwój innej cechy lub  grupy cech motorycznych, poprawiają szybkość, zwinność, wytrzymałość.

 

Zajęcia wzmocniły cały mój organizm, podstawowy aparat ruchu, dzięki czemu główne mięśnie pracujące podczas biegu miały wsparcie innych mięśni, mniejszych i głębokich.

 

Utrzymanie treningu w tempie interwałowym znacznie poprawiło również moją wydolność. Trening oparty na zasadach interwału ekstensywnego, gdzie następuje programowe wprowadzanie kolejnych faz obciążeń i niepełnego wypoczynku przy wykorzystaniu głównie ciężaru własnego ciała, przyczynił się do dużo lepszych wyników na zawodach.

 

Szczerze polecam treningi prowadzone w UKMW.

 

Seweryn Danielak

Magister AWF w Warszawie oraz absolwent WSKFiT w Pruszkowie, stale pogłębiający wiedzę na licznych kursach wielu dziedzin aktywności sportowej.

 

Posiadający praktyczne, wszechstonne i bogate doświadczonie nabyte podczas wyczynowego uprawiania gimnastyki sportowe przez 7lat w CWKS Legii Warszawa oraz piłki nożnej przez 4 lata w Agrykoli Warszawa.

 

Od 14 lat trener personalny sportów siłowych z zakresu rozwoju fizycznego, prowadzacy zajęcia w prestiżowycho środkach sportowych Gymnasion, Pure, Holmes Place Hilton oraz podczas prywatnych zajęć indywidualnych. Obecnie zwiazany z Ultimate KravMaga Warsaw, gdzie stworzył nowatorski program przygotwania motorycznego (zajęcia Ultimate Combat Fitness). Oferuje kompleksowe przygotowanie fizyczne i mentalne. Dodatkowo prowadzi zajęcia z samoobrony w systemach KravMaga. 12 letnie doświadczenie poparte krajowymi i zagranicznymi kursami pod okiem prekursora KravMaga w Polsce Marcina Michalik-Lipki gwarantują zajęcia na najwyższym poziomie.

 

Zapraszamy do współpracy, kontakt poprzez FB Seweryn Danielak oraz zapoznanie się z grafikiem zajęć UKMW:  kravmagapl.com


Trening funkcjonalny/ogólnorozwojowy

Wspomaga i buduje wszechstronne przygotowanie fizyczne. Warto wpleść taką dodatkową sesję minimum raz w tygodniu. Dzięki temu nasz organizm rozwija się wszechstronnie.

Sylwetka staje się symetryczna, wyglądamy proporcjonalnie np. rozwinięte mięśnie nóg nie wyglądają „dziwnie” gdy mamy również rozwiniętą górną część ciała.

Taki trening przyda się również gdy zmienimy zainteresowania, przestaniemy biegać a „przerzucimy się” np. na tenis.

 

Zbudowane podstawy pomogą bardzo szybko wejść na wyższy poziom umiejętności w nowej dyscyplinie.

Dobór ćwiczeń programu ULTIMATE COMBAT FITNESS jest doskonałym uzupełnieniem głównej aktywności fizycznej.

Zobacz więcej tutaj.

Ekonomiczną, prawidłową technikę biegu (m.in wysoko ustawiony środek ciężkości) kształtuje się nie tylko poprzez typowe ćwiczenia biegowe (m.in. siła biegowa). Wzmacniają one jedynie podstawowy aparat ruchowy. Aby główne mięśnie pracowały należycie, niezbędne jest wsparcie mięśni bocznych i głębokich poprzez ćwiczenia w płaszczyźnie pionowej i poziomej. Poprawiają motorykę, w tym siłę, szybkość, wytrzymałość i gibkość, unikamy kontuzji

Dla zobrazowania: ustawiony słup bez wsporników i osadzony płytko może bardzo szybko upaść przy każdym, nawet drobnym wietrze.

 

PLAN TO PODSTAWA ABY OSIĄGNĄĆ CEL

 

Wreszcie! Zaczęła się! Mamy wiosnę! Dni są coraz dłuższe, temperatura coraz wyższa i z coraz większą przyjemnością wychodzimy na trening. Kalendarz biegów organizowanych w kolejny weekend rozrasta się i wybór staje się trudniejszy. Jednym słowem rozpoczął się nowy sezon biegowy.

 

W każdym sezoniewyznaczamy sobie nowy cel. Zanim jednak to nastąpi, analizujemy wyniki poprzedniego sezonu. Sprawdzamy różne metody jakie wprowadziliśmy, wyciągamy wnioski. To praca kreatywna i jak zwykle nowe pomysły tkwią w szczegółach, dlatego też dzienniczek jak pamiętnik przypomni i wskażenowe rozwiązania. Bardzosię przydaje, zapisane w nim szczegółowo wszystkie dane treningowe, diety oraz reakcje organizmu pozwoli na lepszą analizę.

 

Nowy cel to nowy plan do stworzenia i wykonania, będzie się on zmieniał w trakcie, ale schemat jest taki sam. Sugeruję wykorzystanie pewnych gotowych pomysłów, na przykład ze strony Isostara.

 

Plan powinien być elastyczny, dostosowywać się do wyników uzyskiwanych dzięki naszej pracy. Paweł (mój trener biegowy) wprowadza korektyna bieżąco, wszystko jest uzależnione od realizacji wcześniej ustalonych założeń. W większości wypadków takie zmiany zachodzą bez mojej świadomości, gdyż plan treningowy dla mnie jest przygotowywany przez Pawła z tygodnia na tydzień. Plan treningowy w postaci pliku .xls otrzymuję na początku każdego tygodnia poprzez Google Docs. Jest w nim rozpisany trening na każdy dzień nadchodzącego tygodnia, wraz z uwzględnieniem startów w zawodach przeze mnie zgłoszonych. Ja na koniec okresu treningowego (tygodnia) raportuję trenerowi o swoich wynikach poprzez linki do treningów zapisanych w aplikacji biegowej, a Paweł na podstawie tych zapisów oraz moich uwag zapisywanych w pliku excelowym przygotowuje plan na kolejny tydzień. Pierwsze treningi posłużyły mu do analizy mojego poziomu i tego w jaki sposób mój organizm reaguje na obciążenie treningowe. Nakładając te wyniki na moje cele biegowe, o których powiedziałem Pawłowi na naszym pierwszym spotkaniu, wiena jakie elementy należy zwrócić szczególną uwagę.

 

Podsumowując, współpraca z trenerem biegowym, to coś czego mi dotychczas naprawdę brakowało. Widzę już teraz, po niecałych dwóch miesiącach treningu pod okiem eksperta, znaczący progres, a apetyt rośnie na kolejne życiówki :).

 

Skorzystałem z doświadczenia mojego brata

 

Nie pamiętam dokładnie, ale chyba jakieś 8-9 lat temu doszło do mnie, że za bieganie wziął się mój brat; rodzony, taki osobisty :) "Dyszka", "połówka", a potem maraton jeden i drugi i dalej... Tak naprawdę, choć obaj mieszkamy w stolicy, o jego sukcesach dowiadywałem się raczej od moich rodziców, którzy dumnie mi o nim opowiadali lub wręcz kibicowali mu na mecie, w Górznie czy Warszawie na wrześniowym warszawskim w 2012 r. Ja tylko pamiętam, że kiedy początkowo kurtuazyjnie zaczynałem temat biegania, ten wchodził w to 100%. Opowiadał o wszystkim, o tętnie, o czasie mierzonym w sekundach (dziwne, nie? :) ). Długo długo go nie rozumiałem. Długo nie wiedziałem jak w ludziach rodzą się takie "zboczenia". Naprawdę! Słuchasz człowieka, który mówi Ci, że jutro przybiegnie na metę w czasie takim i takim na minutę.

 

Kiedy zacząłem biegać, a to właśnie mój brat - Panie i Panowie - mój brat Andrzej - powiedział mi, że zacząłem, wówczas zacząłem go również bardziej rozumieć. Co z tym tętnem, co z bieganiem. Sam zacząłem biegać na sekundy każdy kolejny km. "Chodzenie po bagnach wciąga" - i tak było właśnie ze mną. Podobnie jak z Piterem odżywianie, tak z Andrzejem konsultowałem kwestie biegowe. Na dwa tygodnie przed maratonem udzielił mi niezbędnych wskazówek wg których praktycznie przebiegłem całe 42 km. 

 

Zna moje plany startowe. Sam zaś aktywnie przygotowuje się pod starty triatlonowe. Od kilku tygodni aktywnie w cyklach tygodniowych "każe" mi biegać i buduje we mnie jeszcze większą siłę biegową. Nie sądziłem, że a) praca z trenerem od biegania, b) osobą z rodziny, będzie przebiegała w tak nieskomplikowany sposób.

Paweł Grzonka

Aktualnie pracuje jako trener w Polskim Związku Lekkiej Atletyki, w bloku wytrzymałości a jego zadaniem jest przygotowanie zawodników do startu na Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro 2016.
W swojej przygodzie ze sportem miał okazję wytrenować zawodników od poziomu medali z Mistrzostw Polski, rekordzistów Polski aż do finalistów Mistrzostw Świata oraz pomóc wielu miłośnikom biegania w poprawieniu rekordów życiowych czy zrzuceniu "zbędnych" kilogramów.
Trenowanie innych to przede wszystkim pomoc w realizacji marzeń, dzielenie się doświadczeniem, ogromna radość i motywacja do dalszej pracy płynąca z mniejszych i większych sukcesów, jakie osiągają osoby trenujące na jego planach.
Co sprawia mu największą radość? Takie listy jak ten :"Jestem nałogowym biegaczem i w przygotowaniu na maratonw Dębnie 07.04.2013r. skorzystałem z Pana treningu "Maraton w 3:30". W ten sposób poprawiłem wynik w porównaniu do maratonu w Poznaniu pół roku temu z 3:34 na 3:24 w Dębnie. - Wojtek"

 

 

 


Maraton w Barcelonie

Pierwszy sprawdzian Kasi pod opieką Pawła na tym królewskim dystansie.

 

 

 
Dobrze dobrane buty są niezmiernie istotne dla komfortu biegacza. Dlatego w ramach projektu "Wkrocz na wyższy poziom i przekraczaj granice" nasz partner New Balance zaopatrzył w sprzęt Kasię, Maćka i Marcina. Pod fachową opieką ekspertów w sklepie sklepbiegacza.pl zobaczycie, jak powinno dobierać się buty i jak uczestnicy naszego projektu wyglądają w nowym sprzęcie

Jak stracić 8kg w ciągu 3 tygodni?

 

Pitera poznałem czysto przypadkowo. Nie mniej jednak, kiedy wsiąkasz w jakieś towarzystwo, dzięki poczcie pantoflowej, okazuje się, że w swoim otoczeniu możesz znaleźć ludzi, którzy w prosty sposób, za sprawą swej profesji, zainteresowań czy coś... chętnie ci pomogą.

Jak już kiedyś wspomniałem, praktycznie w tym samym czasie dwóch moich trenerów CF powiedziało, że siła spoko, z gimnastyką też nie głupio, ale jakoś tu i tam mnie więcej niż powinno być. "Może ty się źle odżywiasz" - zapytał kiedyś Wonsz. To samo Szmycic. Szybko jednak wziąłem sprawy w swoje ręce. Piter "wybadał" mnie. Napisał potem co i jak. Jak jeść, dlaczego tak i co chcemy tym osiągnąć. Nie zwlekałem długo z wprowadzeniem planu w życie. 

 

Trening zaczynałem o 7:30 - więc przed nim odżywkę energetyczną na obudzenie. Po godzinie, śniadanie (owoce z ryżem) - odkryłem wówczas potęgę truskawek, malin i borówek. Szczerze mówiąc już nie mogę się doczekać kolejnego sezonu :) ale, ale... od zawsze lubiłem i dużo gotowałem. Zawsze prawie brałem sobie do pracy jedno, czasem dwa pudełka z żarciem. W sumie, jak sobie to policzę, to było to równo 5-7 posiłków rozpisanych przez Pitera, ale... nawet jak to podzielić na dwa, to wychodziło, że podczas jednego podejścia jadłem dużo za dużo.

 

Wracając... rozdzieliłem co do grama mięso, bataty, ryż i warzywa - obróbka termiczna i...zapakowałem się do pięciu pudełek. Piter napisał mi, że pierwszy tydzień będzie najważniejszy. Jeżeli go przeżyję, przyzwyczaję się. I tak się stało. Potem poszło już mega gładko. W ciągu trzech tygodni "obcięło" mnie; straciłem 8kg, większość pewnie wody, a efektu sam się nie spodziewałem szczerze mówiąc. Na miesiąc przed maratonem Piter zmodyfikował dietę - dodał węgle. Trzeba było się naładować, żeby mieć siłe na królewski dystans. Myślę, że w dużej mierze to właśnie jego zasługa - że tak mną pokierował, jeżeli chodzi o gospodarkę żywieniową.

 

 

Jacek Feldman

Absolwent studiów wyższych psychologicznych oraz studiów podyplomowych z dietetyki. Czynny sportowiec, zawodnik sportów walki, uczestnik zawodów w kickboxingu. Obecnie również trener personalny z wieloletnim doświadczeniem, dietetyk mauricz.com oraz dietetyk sportowy współpracujący z najlepszymi zawodnikami w Polsce. Specjalizuje się w odżywianiu i suplementacji w sportach walki oraz dietoterapii. Ceni sobie przede wszystkim podejście holistyczne, indywidualne. Pasjonat stale dążący do poszerzania swojej wiedzy w myśl zasady „Im więcej wiesz, tym więcej pozostaje do poznania..”. Uczestnik wielu krajowych i zagranicznych szkoleń oraz konferencji.


36 półmaraton w Wiązownej

Pierwszy sprawdzian Kasi po konsultacjach z ekspertami, zwłaszcza po zastosowaniu nowej diety.

 

Kiedy dietetyk chwali?

 

Przestrzeganie jakiejkolwiek diety nigdy nie przychodziło mi łatwo, a właściwie mówiąc szczerze udało mi się to tylko raz. Tak więc spotkanie z dietetykiem i jego ewentualne zalecenia budziły moje największe obawy w całym programie Isostara. Już po pierwszym, ogólnym spotkaniu wiedziałem, że nie będzie łatwo spełnić wytyczne związane z dietą biegacza. Jednak zanim doszliśmy do szczegółów mojej diety, zostałem poproszony przez Jacka o wykonanie szeregu badań krwi. Ich lista była naprawdę długa (morfologia z rozmazem, mocz ogólny, TSH, FT3, FT4, aTPO, aTG, glukoza, insulina na czczo, hemoglobina glikowana, HDL, LDL , triglicerydy, AST, ALT, bilirubina, GGTP, ferrytyna, żelazo, witamina D 25OH, testosteron wolny i związany, prolaktyna, estradiol, kortyzol, kreatynina, kwas moczowy, hemoglobina glikowana) i obejmowała znacznie szerszy zakres niż przy zwyczajnej morfologii i OB. Badania udało mi się wykonać dosyć szybko, pomimo, że wiązało się to z wizytą u dwóch lekarzy. Wyniki prawie wszystkich badań były gotowe już następnego dnia na stronie internetowej laboratorium. Ściągnąłem pliki i wysłałem do dietetyka. Na koniec lutego zostało zaplanowane spotkanie mające na celu przekazanie indywidualnych wskazówek dotyczących diety. Niestety plany nam się trochę pozmieniały i gdy zaczęliśmy ustalać konkretny dzień spotkania okazało się, że żaden z nas nie jest w stanie dopasować się z terminem spotkania. Z tego powodu umówiliśmy się na konsultacje poprzez Skype’a.

 

Jacek po przeanalizowaniu moich badań stwierdził, że dawno nie widział takich dobrych wyników. Oczywiście ucieszyło mnie to, ale także w pierwszej chwili zaskoczyło. Zacząłem się później zastanawiać i analizować skąd tak dobre wyniki u osoby w moim wieku. Doszedłem do wniosku, że dużą zasługę w tym ma moja żona, która od wielu już lat wpaja we mnie i w dzieci zdrowe nawyki żywieniowe. Sama jest wegetarianką od wielu lat, na szczęście nie oczekuje od nas takiego poświęceniaJ, za to stara się zapewnić nam zbilansowaną dietę bogatą w warzywa, owoce, ryby, produkty nieprzetworzone oraz ekologiczne.

 

Wytyczne jakie otrzymałem od Jacka potwierdziły generalnie mój sposób dotychczasowego żywienia, ale w niektórych elementach są dla mnie zbyt radykalne. Całkowity brak nabiału, pieczywa, czy makaronu w diecie okazuje się dla mnie „nie do przejścia” przynajmniej na obecnym etapie. Poza tym nie potrafię jeść z wagą i kalkulatorem, aby przeliczać posiłki na zawartość tłuszczu, węglowodanów, czy białka. Dodatkowo dostałem informację jakie witaminy i mikroelementy powinienem przyjmować jako suplementację. Nie powiem nic odkrywczego, ale chyba każdy z nas powinien szczególnie w sezonie zimowym przyjmować witaminę D3 oraz K.

 

Podsumowując moje doświadczenie z dietetykiem powiem tak: warto zrobić sobie poszerzone badania krwi, aby ktoś znający się na rzeczy je przeanalizował i to jest krok pierwszy, ten łatwiejszy. Krok drugi to rozmowa z dietetykiem, który może wskazać na elementy diety, które należy wyłączyć ze swojego jadłospisu, albo do niego wprowadzić. Natomiast krok trzeci (najtrudniejszy) to podjęcie decyzji czy dla poprawy wyniku o kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt minut na maratonie jesteśmy w stanie narzucić sobie rygor żywieniowy. Ja chyba tego nie potrafię i pozostanę gdzieś w połowie drogi zaleconej przez Jacka. W końcu jestem biegaczem amatorem, który biega dla przyjemności, bez zacięcia sportowego. Oczywiście dobre wyniki i pokonywanie kolejnych barier czasowych daje wielką satysfakcje i poczucie dumy, ale jak mogę odmówić zjedzenia szarlotki u Mamy J. Zatem zdrowe i rozsądne żywienie tak, ale radykalizm dietetyczny nie!

 

Kasię, Marcina i Maćka poddaliśmy badaniom wydolnościowym. Powiedzieli nam o swoich wrażeniach. Czy według nich są potrzebne? Możecie również zobaczyć ich wyniki.

 

 

Uczestnicy projektu poddali się badaniom w 4sportLab

 


 

Większość z nas biegaczy dąży do tego, aby biegać szybciej. Pragniemy zdobywać lepsze miejsca na zawodach, bądź ścigamy się z samym sobą sprzed tygodnia, miesiąca, kwartału, bądź z poprzedniego sezonu. Każdy nasz trening jest inny, inna jest nasza dyspozycja danego dnia, pogoda, nawierzchnia, możemy mieć nowe buty, jesteśmy zmęczeni, bądź zrelaksowani, możemy być przetrenowani, albo „głodni” biegania. Wszystkie te elementy wpływają na nasz bieg. Oczywiście nikt z nas nie zapamięta tak wielu zmiennych z konkretnego dnia. Dlatego właśnie warto prowadzić dzienniczek biegowy. Potrzebę posiadania dzienniczka uzmysłowili mi również eksperci już na pierwszych spotkaniach. Ogrom nowej wiedzy musi być dobrze spisany. Dzięki takiemu dzienniczkowi, pod warunkiem, że prowadzimy go w sposób skrupulatny, rzetelny i w miarę obszerny, możemy monitorować realizację naszych celów biegowych, postęp w naszym codziennym zmaganiem z samym sobą, swoimi słabościami. Dzięki temu możemy trenować w sposób bardziej profesjonalny. Z własnego doświadczenia dodam, że taki dzienniczek to dopiero pierwszy krok do sukcesu. Kolejnym jest właściwa osoba, która będzie odbiorca naszych zapisów i na ich podstawie wyciągnie odpowiednie dla nas wnioski oraz opracuje wskazówki na dalsze treningi.

 

Obecnie prowadzenie dzienniczka biegowego jest naprawdę proste, łatwe i przyjemne. Wielu z nas (między innymi do niedawna ja) robi to nawet o tym nie wiedząc zapisując swoje biegi w najróżniejszych aplikacjach biegowych, których mamy wręcz nieograniczony wybór. Ja do swoich dotychczasowych zapisów prowadzonych właśnie w jednej z takich aplikacji dodałem kilka elementów i dzięki temu mój trener biegowy (ukłony Paweł) ma w miarę pełną informację o moich biegach.

 

„Kiedy jeszcze chodziłem na siłownie, przyglądałem się ludziom, którzy – nie wiedzieć, czemu – "bawili" się w zatrudnianie trenerów personalnych. Widząc tylko u jednej, może dwóch "jednostek" jakiekolwiek, minimalne efekty, szybko można się zniechęcić do korzystania z usług takiego trenera.
 
Dopiero, kiedy trafiłem na crossfit, zacząłem PRZEDE WSZYSTKIM słuchać mądrych rad specjalistów. Stało się tak, ponieważ – po konsultacji ze specjalistą –zacząłem dostrzegać swój progres. W końcu zaczęło coś dobrze wychodzić, a nawet – jeśli wymagało korekty – wiedziałem, że się da! I dało się.

Kiedy zacząłem biegać, robiłem to sam, dla siebie, bez chęci do startów ulicznych, bez „napinki” na bicie swoich własnych rekordów. No, ale skoro "chodzenie po bagnach wciąga", warto było dowiedzieć się na ten temat więcej. Nagle z moich ust zaczęły wychodzić pełne zdania ;) m.in. o: interwałach, tętnie i podbiegach. Pierwszym moim guru biegowym stał się mój brat (taki osobisty ;)), który ma na swoim koncie kilka sukcesów. Inspirował mnie, motywował, ale przede wszystkim nauczał. Jak większość muzyków-artystów, ciężko mnie zamknąć w jakichś ramach. Wiedziałem jednak, że dzięki pokorze i właściwej lekcji mogę dużo zyskać. I rzeczywiście, mój trening biegowy stał się miarowy i bardziej dopasowany. Dzięki niemu - bez spalania się i napinania – budowałem swoją siłę biegową i wytrzymałość.
 
Podobnie, jak z trenerem osobistym, było z dietetykami. Bardzo późno zdałem sobie sprawę, jak istotna jest dieta. Kiedy się na nią zdecydowałem, poszedłem do znajomego dietetyka, który po tym, kiedy mu powiedziałam o swoich oczekiwaniach i treningu, rozpisał dwa warianty diety. Ustaliliśmy, że ruszam od poniedziałku. I się zaczęło... Lubię gotować, kuchnia to mój "departament". Wziąłem rozpiskę do ręki, z której wynikało, że muszę jeść pięć posiłków dziennie. Pomyślałem: "ok! Zrobi się". Jednak szybko wyszło na jaw, jak bardzo byłem "kulawy" w kwestii przygotowywania jedzenia. Początkowo to właśnie logistyka i liczba przygotowywanych posiłków mnie dobijała. Piter wspomniał: "jeżeli przeżyjesz pierwszy tydzień, będzie dobrze". PRZEŻYŁEM. Zaczynałem o 9:30, potem o: 12:30, 15:00, 18:30 i na koniec kolacja o 21:30. Czemu o tym piszę? Pamiętam, że – chodząc na siłownię – śmiałem się z tym pięciu posiłków. Zastanawiałem się wtedy, jak można mieć spoko figurę, rzeźbę, czy cokolwiek, kiedy tyle się „żre”. Okazało się, że jednak MOŻNA.
Pomogły: dyscyplina oraz przede wszystkim fakt, że ktoś spojrzał na to, co jem i pokazał odpowiednią drogę. Efekty? Były widoczne już po trzech tygodniach. Piter w późniejszym czasie pomógł przygotować mi się do maratonu i wspiera mnie do dziś”.

„Po pierwszych rozmowach z ekspertami pojawiły się już pierwsze wnioski: zmieniłam podejście do treningu biegowego, funkcjonalnego, regeneracji i diety. Zmieniło się również moje nastawienie mentalne.

Trener biegowy otworzył mi oczy i wiem już jakie błędy popełniałam w dotychczasowych planach i dlaczego moje dotychczasowe treningi nie dawały rezultatów w postaci lepszych czasów na zawodach. Biegałam albo zbyt jednostajnie albo rzucałam się w wir podbiegów, interwałów i tempówek a na zawodach albo nie miałam siły przez zbyt męczące treningi albo nie miałam siły, bo po prostu jej nie trenowałam. Pojawiły się pierwsze sukcesy, nowe życiówki i ogromna satysfakcja.

Trener funkcjonalny utwierdził mnie w przekonaniu, że dla biegacza (nawet dla amatora) samo bieganie to za mało, trening uzupełniający pomaga uniknąć kontuzji, wzmacnia kręgosłup i rozwój ogólny, poprawia wydolność każdego elementu ciała, po to, aby dało się z niego jak najwięcej wycisnąć, bo bieganie to nie tylko nogi, pracuje całe nasze ciało.

Spotkanie z dietetykiem uświadomiło mi jak ważny jest dobór odpowiednich składników żywieniowych, nie tylko pomaga lepiej/szybciej biegać, ale również odpowiednio zbilansowana dieta przyspiesza proces regeneracji. Dodatkowo, podejście eksperta żywieniowego było bardzo indywidualne: każdy z nas musiał zrobić szereg badań lekarskich, dieta została opracowana w oparciu o nasze wyniki, jednostki treningowe, cele biegowe oraz nasz styl życia i rodzaj wykonywanej pracy.

Mój plan treningowy zmienia się pod wpływem nowej strategii. Bez wątpienia konsultacje z ekspertami dały mi nowe spojrzenie na moje dotychczasowe samodzielne działania. Poznałam i porównałam inne metody treningowe oraz diety, teraz potrafię łączyć je w całość. Tworzę nowy cel na 2016 r. A to dopiero początek…” 

 

4Sport LAB

Laboratorium Przygotowania Fizycznego

 

Zobacz więcej

 

 


 

Jacek Feldman

Absolwent studiów wyższych psychologicznych oraz studiów podyplomowych z dietetyki. Czynny sportowiec, zawodnik sportów walki, uczestnik zawodów w kickboxingu. Obecnie również trener personalny z wieloletnim doświadczeniem, dietetyk mauricz.com oraz dietetyk sportowy współpracujący z najlepszymi zawodnikami w Polsce. Specjalizuje się w odżywianiu i suplementacji w sportach walki oraz dietoterapii. Ceni sobie przede wszystkim podejście holistyczne, indywidualne. Pasjonat stale dążący do poszerzania swojej wiedzy w myśl zasady „Im więcej wiesz, tym więcej pozostaje do poznania..”. Uczestnik wielu krajowych i zagranicznych szkoleń oraz konferencji.


Paweł Grzonka

Aktualnie pracuje jako trener w Polskim Związku Lekkiej Atletyki, w bloku wytrzymałości a jego zadaniem jest przygotowanie zawodników do startu na Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro 2016.
W swojej przygodzie ze sportem miał okazję wytrenować zawodników od poziomu medali z Mistrzostw Polski, rekordzistów Polski aż do finalistów Mistrzostw Świata oraz pomóc wielu miłośnikom biegania w poprawieniu rekordów życiowych czy zrzuceniu "zbędnych" kilogramów.
Trenowanie innych to przede wszystkim pomoc w realizacji marzeń, dzielenie się doświadczeniem, ogromna radość i motywacja do dalszej pracy płynąca z mniejszych i większych sukcesów, jakie osiągają osoby trenujące na jego planach.
Co sprawia mu największą radość? Takie listy jak ten :"Jestem nałogowym biegaczem i w przygotowaniu na maratonw Dębnie 07.04.2013r. skorzystałem z Pana treningu "Maraton w 3:30". W ten sposób poprawiłem wynik w porównaniu do maratonu w Poznaniu pół roku temu z 3:34 na 3:24 w Dębnie. - Wojtek"

 

 

 

 


Seweryn Danielak

Magister AWF w Warszawie oraz absolwent WSKFiT w Pruszkowie, stale pogłębiający wiedzę na licznych kursach wielu dziedzin aktywności sportowej.

Posiadający praktyczne, wszechstonne i bogate doświadczonie nabyte podczas wyczynowego uprawiania gimnastyki sportowe przez 7lat w CWKS Legii Warszawa oraz piłki nożnej przez 4 lata w Agrykoli Warszawa.

Od 14 lat trener personalny sportów siłowych z zakresu rozwoju fizycznego, prowadzacy zajęcia w prestiżowycho środkach sportowych Gymnasion, Pure, Holmes Place Hilton oraz podczas prywatnych zajęć indywidualnych. Obecnie zwiazany z Ultimate KravMaga Warsaw, gdzie stworzył nowatorski program przygotwania motorycznego (zajęcia Ultimate Combat Fitness). Oferuje kompleksowe przygotowanie fizyczne i mentalne. Dodatkowo prowadzi zajęcia z samoobrony w systemach KravMaga. 12 letnie doświadczenie poparte krajowymi i zagranicznymi kursami pod okiem prekursora KravMaga w Polsce Marcina Michalik-Lipki gwarantują zajęcia na najwyższym poziomie.

Zapraszamy do współpracy, kontakt poprzez FB Seweryn Danielak oraz zapoznanie się z grafikiem zajęć UKMW:  kravmagapl.com

 

Badania lekarskie

 

Nigdy nie robiłem żadnych badań lekarskich pod kątem uprawianej aktywności sportowej. Jedni powiedzą, że nie ma w tym nic złego skoro dotychczas nie odczuwałem żadnych dolegliwości, natomiast inni będą uważali, że to igranie z własnym zdrowiem, a może i życiem. Kto ma rację? Prawdopodobnie ci bardziej ostrożni, którzy zalecają zrobienie podstawowych chociaż badań. Ja dotychczas wychodziłem z założenia, że skoro dosyć regularnie oddaję krew to niejako „przy okazji” mam zbadane podstawowe składniki krwi oraz zmierzone ciśnienie. Czy to wystarczy? Mnie dotychczas wystarczało.

 

Jednakże to przeświadczenie zostało we mnie mocno zachwiane podczas mojego ostatniego maratonu, który biegłem we Florencji. Około połowy dystansu, dosłownie kilka minut przede mną zasłabł jeden z biegaczy. Gdy dobiegłem do tego miejsca byli przy nim już ratownicy medyczni i prowadzili akcję reanimacyjną serca oraz sztuczne oddychanie. Widok, który mną wstrząsnął to była stojąca obok kobieta w spazmach, prawdopodobnie żona biegacza, który zasłabł. Trzymała ją w objęciach jedna z wolontariuszek. To byli starsi państwo, biegli ten maraton razem. Mężczyzna miał pewnie koło 70 lat. Niestety, jak się dowiedziałem następnego dnia nie przeżył. Każdy z biegaczy musiał dostarczyć organizatorowi zaświadczenie lekarskie o braku przeciwwskazań do udziału w maratonie. Czy to jego zaświadczenie było tak samo sporządzone jak moje, czyli na zasadzie „Panie doktorze, dam radę, nic mi nie jest, to nie pierwszy mój raz”, a może przed otrzymaniem takiego zaświadczenia przeszedł dokładne badania i testy? Tego się już nigdy nie dowiem. Natomiast postanowiłem się solidnie przebadać przed kolejnym maratonem i dzięki Isostarowi tak się stanie. Same badanie krwi i moczu, które wykonałem dla dietetyka liczyło 50 pozycji. Nawet nie wiedziałem, że aż tyle elementów krwi można zbadać. Na szczęście wszystko wyszło ok, no może poza delikatnym niedoborem witaminy D3, ale przecież chyba wszystkim nam brakuje już słońca. Przede mną jeszcze badanie wysiłkowe. Postaram się na ich temat napisać, gdy tylko przez nie przejdę.

 

 

Na początku przygody ze sportem nie przywiązywałem wagi do diety, bardziej natomiast do suplementacji. Pamiętam, ile hejtu wylałem na słynną dietę „Pięć posiłków dziennie” i ile razy obśmiałem równie słynnego „kurczaka z ryżem”. Żadna dieta nie przekonywała mnie na tyle, abym zaczął ją stosować.  

 

Jednak po jakimś czasie od rozpoczęcia treningów zdałem sobie sprawę, że to co jem nie działa korzystnie na mój organizm. Moje wyniki nie poprawiały się, a ciało nie wyglądało tak jakbym chciał. Zauważyli to również moi znajomi, z którymi trenowałem crossfit. Postanowiłem więc zmienić swoją dietę. Zwróciłem się o pomoc do kolegi dietetyka, którego poznałem podczas zajęć z crossfitu. On, biorąc pod uwagę moje cele (biegowe oraz ogólnorozwojowe), wskazał, co powinienem jeść. Jego rady podpasowały mi w 100%. Co więcej, dieta zaczęła przynosić nieoczekiwane efekty! 

 

Sama próbowałam układać sobie dietę i suplementację. Na początku wydawało mi się, że to nie może być nic trudnego. Wierzyłam, że przeczytanie kilku porad ekspertów oraz zasięgnięcie opinii znajomych, poszukujących wiedzy na temat prawidłowego odżywiania, pomoże mi przygotować super dopasowaną do moich potrzeb dietę.

 

Niestety, ogrom informacji – często sprzecznych – sprawił, że zaczęłam się w nich gubić. Problemem dla mnie był również zbyt fachowy język dietetyków. Po kilku minutach czytania o łączeniu produktów, częstotliwości posiłków oraz dobierania jedzenia i suplementacji do rodzaju treningu rozkładałam ręce.

 

Po jakimś czasie zrezygnowałam z poszukiwań. Doszłam do wniosku, że każdy organizm jest inny, więc trudno wzorować się na podstawie porad znajomych, czy też ekspertów, którzy piszą w sieci „do ogółu”.

 

 

Od tamtego czasu eksperymentuję. Jednak cały czas nie mam pewności, czy dieta i suplementacja, jaką stosuję są właściwe.

 

Chciałabym to zmienić, ponieważ każda osoba (nie tylko aktywna fizycznie) powinna móc skorzystać z indywidualnej diety, opracowanej przez profesjonalnego dietetyka, uwzględniającej przede wszystkim stan zdrowia, wiek, płeć, aktywność fizyczną oraz rodzaj wykonywanej pracy. Tylko wtedy odpowiednia kombinacja poszczególnych składników i ich wartość odżywcza.

 

Zawsze lubiłam sport i aktywny tryb życia, więc był czas na windsurfing, jazdę konną, narty, rower, łyżwy, pływanie, a także wszelkie zajęcia fitness. Wszystko przychodziło i odchodziło, zmieniało się otoczenie, miejsce i miasto zamieszkania, praca, okoliczności. Biegać zaczęłam ot tak, wyszłam z domu i pobiegłam, bo akurat nie mogłam pojechać na konie, narty, czy na deskę. Po kilku miesiącach przebiegłam pierwszy półmaraton – satysfakcja i medal na mecie – bezcenne. Pół roku później pierwszy maraton – łzy szczęścia na mecie, bo dobiegłam, bo udało się, bo przebiegłam pierwsze w życiu 42 km. Dotarło do mnie, że to właśnie chcę robić, to jest to co uwielbiam i pokochałam całą sobą. Wysiłek, zmęczenie, adrenalina, umięśnione i ujędrnione ciało, dobre samopoczucie, satysfakcja, ludzie dookoła podzielający moją pasję. Przystąpiłam do Klubu Biegacza w mojej firmie, zaczęliśmy planowanie wspólnych startów, wspólne wyjazdy na zagraniczne maratony, połączyłam pasję biegania z podróżowaniem i zwiedzaniem.

Bieganie to niezależność, biegać możesz, kiedy chcesz i gdzie chcesz: po mieście, po lesie, parku, górach, nad morzem, nie potrzebujesz specjalnego drogiego sprzętu ani odpowiedniej pogody. Zawsze jest czas i miejsce, sam ustalasz granice, wybierasz trasy, a z czasem nowe miejsca, w których chcesz pobiec: czy to maratony zagraniczne, czy biegi po górach, czy po prostu po lesie obok domu…

Zacząłem bardzo przypadkowo. W buty, jeszcze wtedy niebiegowe, kazała mi wejść sytuacja życiowa - musiałem coś przemyśleć. Od samego początku biegałem dla samego siebie (2, 5 czy 10 km). Nagle, przypadkiem zauważyłem, że w moim otoczeniu jest wielu... biegających. To moi bliżsi czy dalsi znajomi. I wtedy stało się dla mnie jasne, że tworzymy niemałą subkulturę jak kiedyś, kilkanaście lat temu zwykło się mówić o punk'ach czy metalowcach ;)
Jestem bardzo nieśmiały - kiedy więc poszedłem na pierwszą uliczną „piątkę”, stanąłem z boku i zastanawiałam, kim są ci nowi ludzie. Pierwsze przed startem rozmowy o kondycji, czasach, czy nawet o pogodzie! :) Bo ta przecież jest dla nas ważna :)
Po kolejnych startach zacząłem kojarzyć twarze –  z wcześniejszych startów, z Facebook'a, czy innych portali. Byli wśród nich blogerzy, biegacze amatorzy i nawet moja ekipa z pracy - mocna i zwarta. Kiedyś sam byłem (krótko) biegowym blogerem. Prowadziłem swój fanpage na Facebook'u. Rozpromowałem go wśród swoich znajomych. Kilka osób polubiło go od razu, kilka nieco później. Pisały do mnie nawet osoby ZUPEŁNIE mi nieznane, śledziły moje wyniki i miały nadzieję, że zobaczymy się kiedyś na starcie. I rzeczywiście kilkoro z nich spotkałem :)
Zawody to nie tylko ludzie biegający, to także mijani kibice, którzy z całych sił dopingują często zupełnie nieznanych sobie zawodników. To mobilizujące, kiedy - zmagając się z własnymi słabościami, goniąc po lepszy wynik, walcząc o życiówkę czy wyprzedzając kolesia, który biegnie przede mną, słyszę krzyk kibica: "dasz radę, to już ostatnie kilometry". Tak właśnie było na niejednym biegu, ale najbardziej pamiętam doping kibiców w trakcie maratonu. Z większością z nich nigdy więcej się nie spotkamy, ale nawet taka krótka, dość anonimowa znajomość daje mi to COŚ. Tego przysłowiowego kopa w odpowiedniej chwili. 
Takiego samego kopa dajemy sobie również między nami, biegaczami. Pamiętam, kiedy „robiłem” życiówkę w półmaratonie w Kielcach. Do mety zostały jakieś 2 km. Długi podbieg, mokro. Każdy z nas zmęczony niemiłosiernie. Wyprzedzałem jakiegoś biegacza. Nieco podupadał, ale walczył. Rzuciłem mu kilka niecenzuralnych słów, takich "ku pokrzepieniu serc"... i pobiegłem dalej. Podszedł do mnie za metą, na stadionie kieleckiej Korony i powiedział zwyczajnie: "dzięki za wsparcie!".

Do tej pory trenowałam sama, a wiadomości o treningach i sposobach odżywiania szukałam w internecie. Nie miałam problemów z dotarciem do odpowiednich treści, ponieważ teraz, kiedy bieganie stało się bardzo modne, w sieci dostępnych jest mnóstwo materiałów dla biegaczy-amatorów takich jak ja. Posiłkowałam się również wiadomościami, które uzyskałam od znajomych trenujących biegi. Wszystko to wraz ze znalezionymi planami treningowymi próbowałam dopasować do swoich możliwości.

Niestety, po jakimś czasie okazało się, że mam problem z wykorzystaniem uzyskanych przez siebie informacji. Wiązało się to z tym, że nie realizowałam swoich planów treningowych – zakładałam buty sportowe z myślą, że będę biegała według określonych założeń oraz realizowała określone jednostki treningowe, zakresy tętna i tempa, a kończyło się na tym, że „klepałam” kilometry, nie przejmując się wytycznymi.

Bieganie bez odpowiedniego przygotowania popartego fachową wiedzą jest fajne tylko na początku. Po jakimś czasie, chciałoby się jednak więcej i lepiej. Z zazdrością patrzę na szybszych, marząc skrycie, aby kiedyś móc im dorównać, ale do tego potrzeba większego zaangażowania, zrozumienia, a często pomocy kogoś doświadczonego. Idealnym rozwiązaniem byłby plan treningowy ułożony pode mnie, uwzględniający moje predyspozycje, cele biegowe i możliwości czasowe, a także opieka trenera i dietetyka, abym mogła na bieżąco konsultować poszczególne etapy działań. Aby to uzyskać, zgłosiłam się do programu „Wkrocz na wyższy poziom i przekraczaj granice”.

 

 

 


 

 

W dobie internetu i mody na bieganie bez problemu można dotrzeć do informacji na temat tego sportu. Łatwy dostęp do materiałów sprawił, iż wielu osobom wydaje się, że wcale nie jest im potrzebny trener, który fachowym okiem, z dystansem właściwym dla profesjonalisty, spojrzy na treningi, powie o mocnych i słabych strony oraz wskaże odpowiednią drogę, dzięki której można robić postępy. Wydaje im się, że przeczytają kilka porad, wyciągną z nich coś dla siebie, założą buty i zaczną biegać.  

Te wszystkie osoby powinny wiedzieć, że prawda jest zupełnie inna. Pomoc trenera i dietetyka jest niezbędna. Oprócz niego potrzebna jest również opieka dietetyka oraz fachowca od treningu ogólnorozwojowego.

Tę wiedzę uzyskałem podczas treningów crossfitu. Dzięki pracy pod okiem trenera moja roczna, wytężona praca związana z tą aktywnością przełożyła się również na efekty w bieganiu. Przed moim pierwszym maratonem otrzymałem również wiele cennych wskazówek od dietetyka, z którym współpracuję przy crossfitcie. Dziś, na bazie tych wytycznych, przed każdym ważnym startem, staram się z odpowiednim wyprzedzeniem modyfikować swoją dietę.

Wydaje mi się, że biegam nieźle. Niestety czasami – na fali sukcesów – przesadzam z treningami, co nie jest właściwe dla mojego organizmu. Jestem też świadom, że niektóre rzeczy wykonuję nieprawidłowo. To wszystko sprawia, że nie robię oczekiwanych przez siebie postępów. Dlatego potrzebuję fachowej wiedzy w zakresie diety, treningu biegowego, a także ogólnorozwojowego. Liczę, że pozwoli mi ona pokonywać kolejne granice. 

 


 

 
 

Kasia

Jej pasją jest sport. Łączy pracę zawodową, życie rodzinne z treningami i startami
w zawodach. Pokazuje jak „słaba” płeć potrafi być twarda i wcale nie jest taka słaba.

 

 

 

 


Marcin

Trenuje jak wyczynowiec, codziennie ćwiczy, biega i uprawia cross-fit. Łączy życie zawodowe, prywatne z uprawianiem sportu i grą w zespole muzycznym. Prawdziwy Hard-core.

 

 

 

 


Maciek

Jego celem jest miło i aktywnie spędzać czas. Trening i zawody traktuje jako hobby i przyjemność. Zdrowy tryb życia stał się jego stylem życia.